środa, 16 października 2013

Rozdział 6


Rozdział 6

Godzina 200 nad ranem a ja nie mogę spać, wciąż myślę o Katrinie, chyba się w niej zakochałem, zakochałem na zabój jestem w stanie oddać za nią swe życie. Zrobiłbym wszystko aby ona nie cierpiała, aby się jej nic nie stało. Czułbym się w Siódmym niebie jakby okazało się że ona czuje do mnie to samo. Ranek zaczyna świtać. Poszedłem zażycz zimnego prysznicu, odwaliłem się w najlepsze ciuchy, abym się jej spodobał i zeszedłem na śniadanie. Katrina podeszła do mnie z pytaniem czy może się dosiąść. Siedzieliśmy tak w ciszy, w końcu ja jej się spytałem czy by poszła ze mną potańczyć dziś wieczorem. Odpowiedziała z lekkim uśmiechem Niee…
-Proszę tylko jeden taniec nic więcej.
Spojrzała na mnie nic nie odpowiadając
-Proszę, i więcej mnie nie ujrzysz, ani jutro, ani pojutrze, ani nigdy. Ponieważ jutro już wracam do domu.
- Dobrze.
Dobre zagajenie, pomyślałem. Umówiłem się z nią o 21.
Boże jak ona pięknie wygląda. Włosy upięte w kok, pozłacana sukienka lśni w świetle świec na holu, jej piękne długie zgrabne nogi.
Dojechaliśmy do klubu, orkiestra naśladowała Rolling Stonesów, za głośno i obrzydliwie. Zesztywniała, uświadomiwszy sobie gdzie ją zabrałem. Domagała się żebyśmy przeszli w najdalszą głąb sali do stolika prawie ze niemalże ukrytego w rogu. Zamówiłem nam drinki bezalkoholowe. Kartina miała spuszczone oczy. Poczułem do niej czułość, głęboką i opiekuńczą. Powoli zacząłem sobie uświadamiać jakim błędem było ze przyprowadziłem ją do tego klubu. Orkiestra nieco przyciszyła swe zawodzenie i zagrała coś powolnego. Położyłem dłoń na jej ramieniu – Zatańczymy? 
Wpatrzona na pary na parkiecie odparła – Nie.
- No chodź. Po to tu przyszliśmy.
Poruszaliśmy się wolno na krawędzi parkietu. Było mi dobrze w jej ramionach. Miałem ochotę przycisnąć ją do siebie, ale pomyślałem że mogłaby się rozpłakać. Piosenka dobiegła końca, Katrina poprosiła abyśmy stąd  wyszli.
Zamówiłem taksówkę do hotelu.
Przepraszam.
Przyglądałem się jej w mroku taksówki, lecz ona patrzyła w Prost przed siebie. Pocałowałem ją lecz nie odpowiedziała mi na pocałunek. Dojechaliśmy do hotelu zapłaciłem za TAXI. Odprowadziłem ją pod pokój.
- Przepraszam. Do widzenia
Otwierając drzwi złapałem ją za ramie i odwróciłem, minię miała urażoną ale za bardzo jej potrzebowałem żeby przejmować się jej urazą. Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem ,odpowiedziała i coś z jej nienawiści zaczęło się kruszyć
Trzymałem ją i miałem wrażenie ze oczy mi zwilgotniały  proszę.
Nie zaprosiła mnie, Anie tez nie poprosiła abym odszedł. Otworzyła drzwi zostawiając je otwarte. Wszedłem do środka zamykając za sobą drzwi. Podszedłem do niej położyłem obie dłonie na jej biodrach stojąc za nią.
Kiedy uniosła rękę i zgasiła światło wyciągnęła długą szpilkę z włosów, które odpadły jej na plecy. Oderwała się ode mnie i udała się rozebrać łóżko.
Spostrzegłem że ogarnęło mnie drżenie.
Porzuciłem odzież tam gdzie stałem, i położyłem się z nią na łózku. Ciągle była nieśmiała niemal że biedna, jednak pełna żywego ciepła, kiedy w nią wszedłem, i wtedy po raz pierwszy się odezwała , przenikliwym jęknięciem. Było już po wszystkim ale nadal trzymaliśmy się jakby ta poufność była szokiem dla nas obojga. Ująłem jej włosy i okręciłem je sobie na karku. Roześmiała się z cicha. Wtedy zauważyłem to na prześcieradle, ona spostrzegła się na co się zapatrzyłem i czym prędzej zerwała się szybko coś na siebie wkładając i zabrała prześcieradło wynosząc z pokoju, poszła do kuchni robić  sobie herbatę. Podszedłem do niej kładąc obie ręce na jej biodrach i opierając głowę na jej ramieniu
- Katrina. To był dla Ciebie pierwszy raz?
Odwróciła się do mnie twarzą. Wyglądała na zawstydzoną i zakłopotaną. Kiwnęła głową.
-Dla mnie też
I tak nam minęła noc. Rankiem wróciłem do swojego pokoju aby się pakować bo czas już wracać do domu. Przy pakowaniu zastanawiałem się czy kiedyś jeszcze ja spotkam. Moją królewnę, moją boginię….

C.D.N….

Czytajcie       



1 komentarz